ACTA ad akta
Zgodnie z wyznawaną zasadą; we wszystko należy wątpić, zawsze zdradzałem skłonności dociekania tego, czego nie powiedziano wprost. Dlatego przez cały czas wrzawy wokół ACTA, podejrzewałem, że ów dokument to coś więcej lub zupełnie co innego, o czym pełno w mediach.
Pierwszy problem był z ustaleniem autorstwa międzynarodowej umowy. Kluczyli "specjaliści", kluczyli politycy i kluczyły media raczej z niewiedzy niż ze złej woli, jako że proces tworzenia jak i negocjacje były super tajne i dopiero trzeba było akcji Wilkileaks, by ujawnili się amerykańscy autorzy. Autorzy zalecali negocjatorom jak najdalej idącą sekretność nawet wobec organizacji międzynarodowych (OECD, G-8) " bo Moskwa się sprzeciwi". Słusznie też przewidywali, że " z Europejczykami będą problemy".
Podejrzenia utwierdził szwedzki europoseł Christian Engstroem, zarzucając min. Boniemu kłamstwo, gdyż " żaden z 27 krajów UE nie popisał jeszcze ACTA, a Polska , która podpisze 26 stycznia, będzie pierwsza. Stąd te pogmatwane komunikaty o "podpisaniu" przez Polskę, gdy przez kilka państw umowa było dopiero parafowana. 'Podobnie z zapowiedzią min. Boniego, o możliwości dołączenia klauzuli, o naszej interpretacji, którą Szwed dementuje; " żadnych zmian nie będzie".
Wygląda tak, jakby w poszukiwaniu doskonalszych narzędzi do walki z terroryzmem zbudowano link, który po otwarciu ( ACTA), staje się skutecznym sposobem inwigilacji i likwidacji dowolnie wybranych podmiotów. A to, że wśród innych przepisów znajdują się te, o ochronie własności intelektualnych, nie ma znaczenia dla tych pierwszych. Ważne, by debata szła w zupełnie innych kierunkach. I poszła!
Zaskakuje niespotykana i nadzwyczajna determinacja naszych rządzących do rychłego podpisania tego dokumentu. Albo mamy do czynienia z przypadkiem ślepowierności albo śleponaiwności. W pierwszym przypadku, wiedzą, że nie powinni podpisywać, ale podpisują, w drugim nie chcą wiedzieć i też podpisują. Strach pomyśleć, gdyby się okazało, że zadziałały obie opcje, no bo czym wytłumaczyć ten pośpiech i determinację, którą trudno odróżnić od znanej z przeszłości arogancji władzy ?
Koniec końców, pragmatyczni Amerykanie i tak ten dokument odłożą ad acta.
Stanisław Noworyta
Czołem, majtki!
Dzisiaj, jakąkolwiek i byle jaką zmianę, w każdej dziedzinie, obecna propaganda zwana z angielska mediami nobilituje nazwą: "reforma". Mam taką ułomność, że na dźwięk tego słowa, mózg wyświetla pytanie; co się za tym kryje? Mimo tytanicznych wysiłków wszelkich rządów, nie wiele bowiem zmian na ten zaszczytny tytuł zasłużyło. Raczej można odnieść wrażenie utożsamiania "reformy", ze "zniweczeniem".
Reformowaniu poddawano między innymi przemysł, budownictwo mieszkaniowe, flotę rybołówczą, lotniczą, oświatę, transport, wojsko, a także dystrybucję środków na szpitalnictwo, leki, opiekę społeczną. Skutki tego "reformowania" oglądamy w codziennych serwisach informacyjnych.
W pierwszych latach transformacji można było wszelkie nieprawidłowości zrzucić na nieboszczkę PRL, lecz po dwudziestu dwóch latach już się to nie udaje. Likwidowano dworce, dróżników i połączenia kolejowe, całe gałęzie przemysłu, ośrodki zdrowia i kultury, urzędy pocztowe, szkoły, przedszkola, szpitale, koszary. Ostatnio min.Gowin zapowiedział likwidację małych sądów, choć jeszcze nie nazwał tego reformą. W imię reformowania finansów państwa wprowadzono odpłatność za leki, przywrócono opodatkowanie pracowników, zlikwidowano wszelkie dopłaty doprzemysłu i producentów żywności i ani efektów ani końca tych "reform" nie widać.
Największe rezerwy dla finansów państwa tkwią po stronie wydatków. Czyż może nie bulwersować zestawienie wydatków budżetu na wojsko (1,92%) z wydatkiem na kościół kat. (2,2%) ? A przecież nie widać tu, ile ów beneficjent otrzymuje z różnych tytułów ( np. z tyt. ochrony zabytków) od samorządów i Ministerstwa Kultury. Muskanie finansów państwa śladowymi poczynaniami wobec przedsiębiorców, nie zasługuje na miano reformy.
Prawdziwą reformę dostrzegam w dwóch obszarach: w Polskim Radiu i w TVP mianowicie. Oto, w okresie przedświątecznym, polski eter rozbrzmiewa niemal wyłącznie amerykańskimi melodiami i piosenkami o świętach, padającym śniegu i dźwięczących dzwoneczkach. Ful Ameryka! W TVP i TVP- komercja, też amerykańska produkcja; filmowa, serialowa, tok- szołowa, quizowa, rozrywkowa i lub przede wszystkim; informacyjna. Ameryka ante portas ?
Drugi obszar: internet, bardziej rewolucja informatyczna niż reforma. W erze przed- internetowej, marzeniem każdego władcy była chęć zajrzenia w duszę podwładnych, poznanie ich myśli, opinii, oczekiwań i nastrojów. dzisiaj może powiedzieć: precz wszelkie "służby", podsłuchy, inwigilacje, długowłosi agenci i długonogie agentki. oto mam odpowiednie narzędzie. Wystarczy, do usłużnego portalu wrzucić sondę, np. o naszym udziale w Afganistanie, czy o pomyśle nowej reformy oświaty a natychmiast kilka, kilkanaście a bywa i kilkadziesiąt tysięcy rodaków wyrazi swoją opinię. Któż policzy ile na tym oszczędził Skarb Państwa ?
Onegdaj publikowano wyniki ostatniego spisu ludności. Czytam o "wielkim zaskoczeniu rozmiarami emigracji...". Znowu pojawia się dramatyczne określenie: " uchodźctwo". Z tego rodzą się dwie wątpliwości;
- odnośnie rzetelności spisu. (Np.zapowiadany ankieter się nie pojawił, choć była taka zapowiedź związana z niemożnością zamknięcia ankiet, z braku w spisie mojej ulicy),
- odnośnie wykorzystania wyników do innych celów. Inaczej bowiem wygląda budżet dla 39 milionowego, inaczej dla 37 milionowego państwa.
Wprowadzenie w IXXw. do damskiej garderoby elementu okrywającego pośladki, było autentycznym i tak rewolucyjnym wydarzeniem, że ówczesność nie nadążyła za nazewnictwem i jeszcze przez długi czas, poczciwe majtki nazywano reformami.
Wcześniej tym mianem określano marynarzy. Jakoś nie mogę zmusić wyobraźni do widoku kompanii honorowej marwoju, którą prezydent wita gromkim: "czołem, majtki!". Przecież nie zawołałby: "czołem, reformy!".
Stanisław Noworyta
Ogary poszły w las
Nieśmiertelna fraza Żeromskiego oznacza, także dziś, polowanie z nagonką. To bardzo swojskia i ulubiona rozrywka naszych mediów. I niech tu nikt nie wydziwia, że winna UE, Ameryka czy św.Ambroży. Wszak sami jesteśmy jej autorami i mistrzami świata.
Dokąd sięgam pamięcią, a mam ją dość sprawną, oglądałem, a raczej słuchałem nagonek, w których za myśliwych przebrana była "Fala 49" później "Fala 56" a rolę zwierzyny, raczej przymusowo,grały"' zaplute karły reakcji", dywersanci, kułacy, bumelanci i spekulanci. Pod konie lat pięćdziesiątych polowano na stalinowców, rewizjonistów i syjonistów. Gdy już wydawało się, że myśliwym się odniechciało z braku zwierzyny, ruszyła nagonka z nową armią "misjonarzy", na warchołów i korników.
Istotą nagonki jest jej medialny lincz, przed którym obronić się może jedynie jednostka, nie tyle odporna, co niezwykle cierpliwa, by po latach procesu, oczyszczona z wszystkich absurdalnych zarzutów, poczuć na własnych wargach smak zwycięstwa. Wiem, co piszę, bo znam ten smak.
Odkąd mogę, w podobnych okolicznościach staram się trzymać niezbędny dla zdrowego rozsądku dystans. Czasem nie wytrzymuję, jak na słynnym spotkaniu u M.Rakowskiego, gdzie stanąłem w obronie min.Krasińskiego, tego od "świeżych bułeczek". Jest rok 2011, wejdź rankiem do najbliższego sklepu z pieczywem i pomyśl; Krasiński nie miał racj?
Podobnie odbieram polowanie na PZPN. Każdy polski rząd po 1989r, podobnie, jak każdy amerykański prezydent musi mieć własną wojnę. To łatwo sprawdzić. W Polsce, poza kościołem, PZPN jest bodaj jedyną niezależną organizacją dysponującą ogromnymi pieniędzmi i przydzielajacą prawa do reklam i transmisji telewizyjnych z meczów piłkarskich. To niezwykle łakomy kąsek nie tylko dla ministrów fnansów ale głównie dla medialnych potentatów. Stąd role ogarów obsadzili głównie dziennikarze znanych stacji tv i narzucili pobliczności obraz władz związku niemal jako syndykatu (jeszcze nie zbrodni) ale korupcji i defraudacji.Już choćby to, powinno wzbudzić podejrzenie o interesowność.
Nikt mi nie wmówi, że od ponad dwudziestu lat PZPN-em rządzą tylko; złodzieje, defraudanci i łapówkarze. Za to kilku ministrów (myśliwych) odeszło w niesławie, bądź trafili do aresztu czy zginęli od bandyckiej kuli.
Są też politycy, którzy nie prześlepią żadnej okazji dla powiększenia elektoratu. Zwłaszcza, że od kilkunastu lat, tysiące na trybunach wyśpiewuje erotyki o miłości do PZPN. Niewiele potrzeba do poderwania tłumu, każdy pretekst jest dobry, choćby wprowadzenie, stylizowanego na piłkę, orła, zamiast ornitologicznego herbu. Już klasyk powiedział: ciemny lud to kupi. A gdy jeszcze nazwiesz to patriotyzmem, śmiało można zarzucić pomysłodawcom zdradę.
Wymiana zarządu ani nie przesunie naszej drużyny w światowym rankingu o jedno miejsce w górę, a realnie może zgrozić organizacji Euro 2012 i eliminacjom do mistrzostw świata. Lecz dla jasności wywodu, powtórzę;
nie chodzi mi o Krasińskiego, Pinisa, Latę czy Kręcinę. Zawsze sprzeciwiać się będę każdej, KAŻDEJ nagonce, choćby jej intencje były najbardziej szlachetne z najszlachetniejszych.
p.s.
Gdy ważyły się losy licencji na grę Podbeskidzia na swoim stadionie, wszystkie warszawskie siły były temu przeciwne. Nawet szef przedmiotowej komisji PZPN, w dniu rozpatrywania wniosku, na pytanie dziennikarza, o spodziwaną decyzję, odpowiedział, że żadnego wniosku Podbeskidzia nie będzie dzisiaj rozpatrywał. Wystarczyła krótka rozmowa Kręciny z przewodniczącym ( wyobrażam sobie, że brzmiała; Rozpatrz jeszcze raz ten wniose. No!).
Za kilka godzin idę na mecz z Bełchatowem. Może ostatni na Rychlinskiego, bo ani stadionu, ani Kręciny.
Stanisław Noworyta
Różne rodzaje ciszy
Nie jestem prawdziwym kibicem Podbeskidzia, chociaż od wielu lat chodzę, a od kilku jeżdżę ( nie autobusem) na jego mecze. Nie jestem prawdziwym kibicem Podbeskidzia, bo nie stoję w młynie, nie cierpię fałszywego śpiewania, nie bluzgam na PZPN ani na przyjezdnych. Nie jestem prawdziwym kibicem Podbeskidzia, bo mam karty kibica kilku klubów ekstraklasy, w tym Podbeskidzia. Na obcych trybunach siedzę wśród obcych kibiców i się z tym nie kryję. Gdy 1 marca w pole karne Wisły wtargnął Malinka, śmignął obok Chaveza i położył Pareikę, mój wrzask śmiesznie zabrzmiał po cichym stadionie. O wiele głośniej krzyknęła garstka naszych na sąsiednim sektorze.
Każdy wyjazd zakodował się w pamięci mikro obrazem. Oto, wysiadam w Stróżach ze samochodu, przy donośnym pianiu koguta. Nomen omen, takie nazwisko nosi ich prezes, który na spotkaniu z dziennikarzami raczył sobie pokpiwać z „Górali". Bełchatów, do końca życia kojarzyć mi się będzie z niezwykłą irytacją; jak można stracić sześć bramek, w tym pięć z rogu? Czy z tą drużyną przyjechał trener? Czy to z winy braku inteligencji? Czy nadmierne straszenie ekstraklasą nie wbiło naszych w kompleks niższości? I ten widok wściekającego się Zajaca, pokazującego Kołodziejowi jak stał „z rukami po szwam". W powrotnej drodze, nawet sierpniowe ulewy nie spłukały z nas sprawiedliwego rozgoryczenia.
I chociaż przegraliśmy w Łodzi, to jednak w drodze powrotnej nie odczuwaliśmy podobnej goryczy porażki. Siedziałem blisko trawy i widziałem zmęczoną twarz Patejuka i nieprawdopodobne zaangażowanie całej drużyny i razem z nimi odczułem potworne szarpnięcie złości po kiksie obrony. W tym cały urok sportu. Każdy, dosłownie; każdy wierzy w zwycięstwo swoich, lecz i tak tylko część widzów wychodzi ze stadionu zadowolona. Nigdy wszyscy! Bywa, że przed meczem kołacze się po głowie myśl; byle nie powtórzył się Bełchatów. Tak było onegdaj na Wiśle. Siedziałem w sektorze 23, na jaskółce. Znam piłkarzy, więc nie dbałem o niewidoczne na koszulkach napisy. Wnuk ostrzegł mnie; nie afiszuj swojej przynależności, bo tego tutejsi nie lubią. Więc nie śpiewałem z nimi nabożnego walca, zwanego hymnem Wisły. Nie darłem się z nimi :jazda, jazda..."i nie szpanowałem szalika. Oglądałem mecz w milczeniu i już po paru piłkach wiedziałem, że Bełchatowa tu nie będzie. Lecz gdy Sylwek ustawiał piłkę do rzutu wolnego, zamarłem. Na moment, bo gdy piła musnęła głowę Juraja i szurnęła po suficie wiślackiej bramki, moje płuca frunęły pod stropem pięknego stadionu. Machałem szalikiem Podbeskidzia, darłem się, czym poderwałem do góry moje sąsiadki. Ta druga, po chwili studzi tę pierwszą;
- Co się tak drzesz?
- Bo jest gol!
- Ale dla Bielska! I obie usiadły. Ja też i rozradowany opowiadam im o ostrzeżeniu wnuka.
- Ależ, co pan? Żachnęły się szlachetnie, jednak do końca meczu już się do mnie nie odezwały. Raz jeszcze wyrwało mi się bojowe: „idzie, idzie", tylko, nie wiedzieć czemu, nikt mi nie odpowiedział: Podbeskidzie!"
Powrotna droga do Bielska pełna zachwytów, porównań i marzeń nie była zbyt szybka. Poprzedzała nas dyskotekowa kolumna powracających z meczu bielszczan. Dopiero w Andrychowie, gdy odskoczyliśmy na Roczyny i Czaniec, pozostawiliśmy gdzieś pod Kętami niebieski konwój. Dojeżdżamy do miasta XXI-wieczną autostradą. Europa całą gębą. Ale tylko do zjazdu., gdzie natychmiast poczuć można charakterystyczny zapach prowincji. Smutne, bezludne i przyciemnione miasto z wyboistymi ulicami i cichym stadionem. Skojarzenie z „cichym" narzuciło się na wspomnienie niebywałej w naszych szerokościach fety, jaką zgotowali chorzowianie zwycięskiej w derbach drużynie.
Cicho jest także o nowym stadionie. Ta cisza jest znamienna, gdyż coraz bardziej kojarzę ją z nagłą dymisja dra Janusza Okrzesika, doskonale znającego geografię i wektory bielskiej sfery biznesowo - polityczno - finansowej. I żadne tam pogłoski, o „protestach mieszkańców" nie są w stanie przekonać mnie o istocie blokady budowy stadionu. Wszak prasa zwykła atakować tylko słabszego i dlatego wokół naszego stadionu taka cisza.
Bal maskowy
Dobiegającą końca kampanię wyborczą odbieram niczym kiczowaty festiwal demokracji. To, że jedni drugim i wzajemnie zarzucają kłamstwo, obłudę, hipokryzję, infantylizm i wszelkie odcienie złej woli, uchodzi raczej za standard. Modny onegdaj "patriotyzm" zastąpiły równie nieszczere "troska o najsłabszych", " tylko rodzina", "pomoc dla firm" itp. Na całe szczęście, nie bez pomocy pogłoski o mającym się upublicznić nagraniu "ostatniej rozmowy braci", nie przedawkowano wątku katastrofy, bo tego nawet żołądek krokodyla by nie strawił.
A wszystkie te zabiegi razem wzięte, mające spełniać rolę wędkarskiej zanęty, gdzie wyborca odegra rolę rybki, skutecznie przebiła niezwykła maskarada. Poprzebierało się towarzystwo, niczym na bal maskowy. Tusk, w szatach Mojżesza, przeprowadzającego naród suchą stopą przez morze kryzysu. Kaczyńskiemu, nawet do twarzy w stroju niewinnej owieczki, tak jak Palikotowi w frygijskiej czapeczce.
"Ciemny lud to kupi" - że zacytuję klasyka. Tym tropem podążają sondaże, zamawiane głównie przez zainteresowane partie, a za sondażami idą skołowani wyborcy.
Jeżeli to prawda, że własną myśl produkuje zaledwie 8% każdej społeczności, to pozostałe 92% myśli, mówi i zachowuje się tak, jak owa ósemka zaleca. Ich zachowania i myśli nie są bowiem ich własnymi, mówią nie swoim językiem lecz metajęzykiem. Na tym opiera się skuteczność socjotechniki, czyli sztuki panowania nad społeczeństwem. Allan Bullock rozpowszechnił myśl Hitlera:"...masy słabo orientują się w ideach. One kierują się sercem. Daj mi klucz do serca mas, a zapanuję nad światem". I wszelkiej maści socjologowie poszli za tą wskazówką. Wszak grać na emocjach każdy może.
Platforma zarzucała adwesarzom niemoralną, w czasach kryzysu, rozrzutność w finansowaniu bilboardów. Oszczędność ponad wszystko! I oto, nasze miasto i okolice pokryły hektary kolorowych bilboardów. Nawet ( powinno być: przede wszystkim) as PO ( nie znalazłem żeńskiego odpowiednika słowa: "as"), usiłuje uśmiechnąć się z ponad stu metrowych plakatów. Skoro jaskrawą rozrzutność nazywają "oszczędnością", to gotów jestem uwierzyć, że osławiona dziura Bauca okaże się kretowiskiem wobec Wezuwiusza pozostawionego przez uchodzącego za papieża kreatywnej księgowości - Rostkowskiego.
Za to, "w temacie" : oszczędności, nikt nie przebije PiS-u. Na potrzeby kampanii wykosztowali sie na, zaledwie jeden, krawat. Zapewne, także dla oszczędności wiązał im go sam fotograf i jeszcze kazał nieszczęśnikom się uśmiechać. Zgroza! To już czysty sadyzm! Gdzie obrońcy praw człowieka? Widać to dokładnie na plakatach, z epoki pierwszych wyborów: " na każdym słupie, imiona..."
Chodząca ekstrema liberalizmu, prawicowy J.Palikot używa sobie, do upojenia, lewicowych haseł, o wolności sumienia, o konieczności opodatkowania kościoła, o pacyfizmie itp. a tylko po to, by zwabić podobnie myślących. Bo porzucić owe hasła, nazajutrz po wyborach, nic nie kosztuje.
Dlatego spora część wyborców waha się lub nie wie na kogo głosować. Kompasem wyborczym bywają znani z poglądów kandydaci. Lewica popełniła sporo błędów, jednak najważniejszy i niestety, powtarzalny, to budowa programu na czas wyborów. Gdyby program był tworzony przed paroma laty, żadna konkurencja nie mogłaby sięgać po jego tezy, gdyż mystyfikacja byłaby nazbyt czytelna. Dziś każda z prawicowych partii postawiła sobie za zadanie wmontowanie w swoje programy kilka lewicowych haseł, a program lewicy jawi się niemal niczym plagiat.
Ja rozumiem, że media to wielki kapitał, a więc naturalna baza prawicy i przebijać się do opinii publicznej mogą tylko nieliczni politycy lewicy, skutecznie zresztą, przez kierownictwo SLD zerowani.
Wśród zbałamuconego społeczeństwa powszechnie słychać głos: nie mam na kogo głosować. Nie znam tych ludzi. Dlatego swój głos oddam na Bożenkę Kotkowską, bodaj jedyną lewicową kandydatkę, z jakąś tam szansą na wygraną.
Stanisław Noworyta
Informacje:
Archiwum:
2012
2011
» listopad (1)
» październik (1)
» lipiec (1)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (1)
2010
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (1)
» lipiec (1)
» czerwiec (1)
» maj (3)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (2)
2009
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (3)
» lipiec (2)
» czerwiec (3)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
Ostatnie komentarze
Racja. Ale było pięknie! Jak niemiecki Augsburg ma, jako jedyne miasto w Niemczech, swój dzień...
"Na moje zapytanie; co porabiacie, gdy macie trochę wolnego czasu, znajomy baca odpowiedział: - Jak mom...
"Beskidników" już zdążyłem przeczytać i naprawdę warto. Dziś już wiem, że Beskidy miały swoich zbójników....
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 28079 |
| Newsów: | 51 |
| Komentarzy: | 22 |

