stanislawnoworyta.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
stanislawnoworyta.blog.bielsko.pl/rss

Komentarzy (0)

Samoobrona czy samozagłada?

  

Od dobrych kilkudziesięciu lat obserwuję przyrodę i nie raz zadaję sobie tytułowe pytanie. Zbyt często zdarza się człowiekowi rozciągać swój humanitaryzm na obszary uregulowane innym prawem i każdą, domniemaną niesubordynacją beneficjenta, odbiera, jako działanie bezrozumnie prowadzące do samozniszczenia. Człowiek zbrojny we własną omnipotencję skłonny jest uważać za dobre dla przyrody, wszystko to, co jest dobre dla niego. Ale w przyrodzie, to co dla niej dobre, niekoniecznie jest dobre dla człowieka.

Od babilońskich czasów, na Bliskim Wschodzie (nie mylić z Ukrainą i Białorusią) po współczesność, zbiór oliwek wygląda tak samo: pod drzewkami rozpościera się białe płachty płótna i zbieracze długimi tykami tłuką po gałęziach. Na płachty spadają dojrzałe oliwki,oraz liście i połamane gałęzie. Istna masakra. Po zbiorach, okaleczone gaje oliwne, błyskające świeżymi bliznami wzbudzały politowanie i dzielne organizacje ekologiczne w Izraelu wymogły na parlamentarzystach wprowadzenie zakazu,tych barbarzyńskich technik. W gaje oliwne wjechały maszyny do potrząsania drzewami. I wszyscy byli zadowoleni. Prócz rolników, którym plony spadły nagle o 30%. Więc po kilku latach powrócono do metod z czasów Nabuchodonozora i poziom zbiorów przewyższył wyniki nawet sprzed maszynowej rewolucji. Zrozumiano bowiem, że owe okaleczenia miały zbawienny wpływ na wzmocnienie żywotności drzewek.

Dobrze, gdy człowiek poskromi pychę i ustąpi przed mądrością przyrody. Od tygodnia obserwuję w Beskidach krzyżodzioby. Niby to ptak wędrowny, ale pewnie zrezygnował z podróży na północ i zatrzymał się na dłuższy popas w Żabnicy. Otóż ten bury rudzielec zaskakuje nie byle jaką akstrawagancją. Przy posiłku mianowicie. Czepia się, taki jeden, świerkowej szyszki (tu przypominam zapominalskim, że na świerku szyszka wisi, zaś na jodle stoi), huśta się w pozycji:"głową w dół" i zaczyna wyłuskiwać nasionka, zaczynając od najniższych łusek. Coś tam z nimi robi, bo ze skrzyżowanego dzióbka na wszystkie strony tryskają wiórki i za każdym razem kilkakrotnie rozgląda się na boki, co poniektórzy mogą odczytać, jako rozglądanie się za ewentualną pomocą. Ja rozumiem, ze można pić z głową skierowaną ku dołowi, ale spróbuj, jeden z drugim, przełknąć cokolwiek, stojąc na głowie, lub ( nie zalecam) wisząc za nogi u sufitu. I niewygodnie, i trudno, i niemożliwe. A dla krzyżodzioba normalka. Już widzę takich, którzy chcieliby krzyżodziobom odwracać szyszki, dla ich wygody. Gdy nam zimno, chcemy by leśnym nie było zimno, gdy spadnie śnieg, jedziemy z sianem do lasu, nie bacząc na ich inny,zimowy jadłospis.

W grudniu zauważyliśmy w pobliżu, okulawioną sarenką. Kunda poruszała się zgrabnie na trzech nóżkach, przednią prawą hustając na wszystkie strony. Do samotnego świerka na stoku, podwiązywaliśmy ociepkę siana. Nie widziałem, by jadła, ale tropów było sporo. Zajęczych także. Jest kwiecień, a Kunda pasie sie codziennie, w okolicy tego smreczka. I nie wiem, czy dobrze robilismy podrzucając siano? Ona pewnie, też tego nie wie. W końcu zima nie była zbyt ciężka.

W poprzednich latach, od przedwiośnia, po koniec czerwca koncertowały mi słowiki i inne ptaszki. Odkąd w okolicy rozpasał się wroni gang, solistów słychać jedynie o świcie i po zachodzie słońca. Oto, na świerkowym konarze osiadł sam szef gangu. Od dziesięciu minut ani drgnie. Czuję, że jest na polowaniu. Kosy, drozdy też o tym wiedzą. Cisza, spokój i teatr. Po dalszym kwadransie, z sąsiednich drzew z hałasem podrywa się do lotu para obroźnych drozdów, potem druga, za nimi z sąsiednich zarośli to samo robią kosy. Sikorki też nie zwlekają. Capo di tutti capi siedzi na gałęzi nadal i kręci z niedowierzaniem głową na wszystkie strony. Dopiero po pół godzinie zrozumiał, że został przez zjednoczone siły ptasząt wystrychnięty na dudka ( a propos, widział który tego typka?, bo ja nie), że jakimś własnym, nieznanym sposobem, cichaczem zbliżyły się do łowcy i wylatując udawały opuszczanie w popłochu swoich gniazd. Wron(a) obejrzał jeszcze miejsce skąd wyleciała hałastra i z pokrakiwaniem pełnym wstydu, oburzenia i rezygnacji opuścił teren niedoszłych łowów na świeże pisklęta.

Jak może człowiek zabierać się do poprawiania przyrody, skoro sam ma problem ze zrozumieniem drugiego człowieka, jego odmiennej kultury, innej mentalności, jego innności? Żyjemy sobie w otulinie kodów i stereotypów i nazywamy to mądrością. Stąd biorą się wszelkie fobie, uprzedzenia będące fundamentem nieufności, wrogości i nienawiści. Niby o tym wiemy, przecież na haczyk wieszamy dżdżownicę, a nie kabanosa, ale to:"niby" często nam wystarcza, do tkwienia w swym wyobrażeniu o innych. Mówimy żartem o Chińczykach, którz zjedzą wszystko co się rusza, a nie jest lokomotywą, z politowaniem i obrzydzeniem wytykamy Hindusów przepadajacych za przysmakami ze szczura czy innego węża, gdy ci sami mieszkańcy znad Gangesu mówią o nas, że Polacy, to nawet świnie zjedzą. Brr!

Dlatego daję pierwszeństwo samoobronnej sile przyrody, która, przy nieopatrznej "pomocy" człowieka, może dla niego samego skończyć się samozagładą.

Stanisław Noworyta

2018-04-16 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Szmalcownikom, na pohybel.

  

Połowa maja 43, Linz nad Dunajem, Durchgangslager 37, podobóz, czyli poczekalnia, na "wolne miejsce" w KZL Mauthausen. Honoratka już w nowej fryzurze, na skinheda, w pasiastej piżamie, obfografowana z obu profili i twarzy, z białą tablicą na piersi, z czarnym napisem:"Polen". Do obiektywu się nie uśmiecha, Wytrzeszcza oczy w nienaturalny sposób. Tak właśnie wygląda śmiertelny strach.

- Co z Tozą?

- Martwisz się? Niedługo się tam spotkacie.

Nie rozumiała, co miało oznaczać wskazanie miejsca na górze. Więźniarki beształy wesołka:

- Nie dokuczaj jej, widzisz, ża lada dzień będzie rodzić?

Urodziła na surowych deskach, nocą. Kobiety płakały, mały wrzeszczał, a Honoratka była przeszczęśliwa. I wtedy sobie przyrzekła, że Ona, chuchro (47 kg), choćby ją palili żywym ogniem, ona zębami i pazurami synka uratuje. Jaką wartość miałoby najsolenniejsze przyrzeczenie, gdyby nie dobrzy ludzie. Ale Honoratka, każdą, nawet najmniejszą przychylność losu przypisywała Bogu, choć to jej gospodarz Katzenhoffer z Niederzirkingu, znalazł dojście, do kogo trzeba i Honoratkę z malcem wyciągnął z obozu. Zawiózł ich do Pabneukirchen, gdzie w biednej rodzinie Hagauerów, maluch miał zapewnionu bezpieczny byt. Honoratka miała w sąsiedniej miejscowości nowego pracodawcę i do synka mogła przybiegać cztery kilometry, każdą sobotnią nocką, by parę godzin nacieszyć się synkiem.

Mauthausen wyzwolili Amerykanie, Pabneukirchen -Rosjanie. Jeszcze czekała na Tozę, bo łudziła się tak, jak wszyscy, którzy czekali i nigdy się nie doczekali. Toza został w Mauthausen. Na zawsze. Hagauerowie nie byli krezusami, a ona nie była ich robotnicą. To Honoratka miała wobec nich dług wdzięczności. I to Ci, poczciwi Austriacy, wyprawili Honoratkę, jak się patrzy; wypchali dwie walizki ciuszkami dla synka i odzieżą dla niej. Osobiście zawieźli na wiedeński dworzec i wsadzili do pociągu odjeżdżającego do Polski. Obok synka, wiozła ukryty w walizce swój skarb: plik dokumentów, adresy i ostatni list Tozy, do niej.

Można wyobrazić sobie jej nastrój: przeżyła najstraszniejsze chwile i oto wraca, po pięciu latach do ojczyzny i rodziny, ze zdrowym synkiem. ZA oknem roświetlony dworzec kolejowy. Jest znwu w Polsce.Los kocha takie scenariusze, gdy zachłyśnięta niebywałym szczęściem, na punkcie repatriacyjnym zostaje doszczętnie ograbiona. Jakie to szczęście, że przez swoich. Przez Polaków. Jeśli nie wierzysz, to znajdź w internecie raport Komisji Repatriacyjnej z Czechowic - Dziedzic, punktu, przez który przeszło półtora miliona powracających rodaków. Okradanie, napady na nieszczęśników, to była codzienność. Żydów już nie było, ale na innych też mozna zarobić szmal. (w złodziejskim żargonie szmal, szmalec, to godziwy łup).

Niech wiedzą Ci, co jeszcze dają się tumanić obłędną propagandą. Jeżeli dziś, jeden przez drugiego wrzeszczy, że nie wolno winić całego narodu za niegodne czyny dokonane przez "garstkę", to ja wrzesczę :zgoda! Pod warunkiem, że obok siedmiu tysięcy, którzy pomagali Żydom, pokażecie te kilkadziesiąt tysięcy szmalcowników. IPN ma ich w swoich kartotekach. Były procesy i skazania, ale nie wszystkich, bo to ani łatwe, ani możliwe. IPN ich też nie szuka, woli robić bohaterów ze zwykłych badytów. Jemu (IPN-owi) wystarczy, że "walczyli z komuną". Reszcie ma wystarczyć muzeum Ulmów w Markowej.

Dzisiaj szmalcownicy mają wielki dzień. Właśnie przed paroma dniami parlament wydał ustawę o ich ochronie. Każdy tekst, każda wypowiedź o ich niegodziwościach, naraża autora na trzyletnie więzienie.

p.s.1.

Mamo, byłem Ci winien ten tekst, ale nie było sensownego powodu. Dopiero teraz, gdy nastał ponury czas, urzędowego przymuszania do milczenia, wrzeszczę na cały świat;

- nie wolno ukrywać zbrodniarzy!

- nie wolno nauczać: co dobre, to My,a co złe to Oni. Każde społeczeństwo ma w sobie obie kategorie. Według obecnej edukacji, my jesteśmy tylko dobrzy inni tylko źli.

-rozumiem oburzenie straszliwie doświadczonych Żydów, bo Oni myślą o tej ustawie podobnie, jak ja.

Żadna ustawa - Panie Jarosławie Kaczyński- nie zatka mi, w tej sprawie, gęby. Żadna!!!

p.s.2.

Często powtarzałaś, że Bóg Ci (nam) pomógł. Tobie pomogła wiara w Niego, a dziękowanie Mu za nasze ocalenie, jest dla Niego obraźliwe , bo nieświadomie, tym samym, Jego obwiniasz za śmierć kilkudziesięciu milionów niewinnych ludzi, a taka myśl byłaby dla Ciebie niedorzecznością. Nie zabrałaś z sobą okularów, ale tam, podobno są sami dobrzy ludzie, to Ci poczytają, albo uruchomią internet.

Stanisław Noworyta

2018-02-04 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Iluzoryczna rzeczywistość

  

Pierwsza zimowa noc na szałasie, wstaję przed piątą, w izbie 10 stopni C ( nie potrafię znaleźć tego małego zerka). Składam ogień i postawiłem wodę na kawę. Dziesięć po piątej piję kawę, a garnek z grochówką przesuwam na środek pieca. W ostatniej chwili wrzuciłem do garnka kiełbasę. (To ważne! Bez tego nie byłoby tego felietonu.) O piątej trzydzieści siadam do śniadania i, jak zwykle, zachowuję się niczym pierwszoligowy żarłok. Nadgryzam nabitą na widelec kiełbaskę (iluzja) i nagle z widelca leje się w usta kaszanka. (rzeczywistość). Co z tego, że różówo-biała i półpłynna, skoro i tak zachowała smak kiełbasy. Znam ten ton utyskiwań, typu: "czym oni nas karmią?" i nie bardzo się z nim zgadzam, podobnie, jak ze smogową histerią. Skoro smog towarzyszy mi od urodzenia ( od stalingradzkiej klęski-zwycięstwa), to znaczy, że jest moim naturalnym środowiskiem. Jakie to szczęście, że mamy nawet takie ministerstwo, które o to środowisko walczy. Czyli "stoi za smogiem". Sami rozważcie, co iluzją a co rzeczywistością.

Kilka dni temu przeczytałem notkę, o prezydencie (mojego) miasta, który nie przewidział środków na rewitalizację lipnickiego amfiteatru (iluzja). Porównałem oglądane zdjęcie "amfiteatru" z moją fotografią szczątków leśnej świątyni jaworzańskich protestantów, zrozumiałem sens polemiki na bielskim portalu internetowym. Toż to ta sama ręka formowała kształt tego obiektu. Pomijam arcyzgrabne przybranie leśnej świątyni lipnickich protestantów( rzeczywistość) w "amfiteatralny" kostium, ale dzisiejsza "niemożność" restaurowania niepospolitego zabytku, wpisuje się w demonstracyjne wycofanie się sejmu polskiego z uchwały majacej uczcić 500 - lecie Reformacji. Owszem, parę ciepłych i gładkich słów, od najwyższego krzesła, łagodzi niesmak, jednak pienia o naszej odwiecznej tolerancji ( luzja), w żaden sposób nie odpowiada obrazowi czasów nam współczesnych.(rzeczywistość).

Tolerancję polską stworzyła właśnie Reformacja. Nie tyle z pobudek humanitarnych, ile z konieczności i pragmatyzmu szlachty polskiej i litewskiej. Szlachta Obu Narodów na dwieście lat do przodu rozumiała tę prawdę, którą sformułował dziewiętnasto- wieczny poeta: "Polsko! Twa zguba w Rzymie!". Ich państwo składało się z Polaków (40%), Litwinów (10%) i prawosławnych Rusinów( 50%), których nikt za naród nie uważał. To prawosławie było "ideową reprezentacją tej narodowości". Bez tolerancji, nie byłoby Rzeczpospolitej Obojga Narodów (tego pojęcia nie utożsamiaj z Polską) nigdy by też nie powstała bez Reformacji. Ale tego nie rozumiała obca nam dynastia Wazów. Jej interesem nie była Rzeczpospolita Obojga Narodów, tylko walka z innowiercami, a więc silny sojusz z Watykanem i bezgraniczna ufność komandosom Kontrreformacji -Jezuitom, którzy wszelkimi środkami rzucili sie na innowierców.Sponiewierana prawosławna Ruś ( dywersyjne stworzenie kościoła Unickiego, kasacja prawosławnej hierarchii, odebrania kijowskiemu patriarsze miejsca w senacie), poddała się opiece moskiewskiego patriarchatu, Chmielnicki perejesławską ugodą poddał prawobrzeże Dniepru carowi. Gdy Reformacja została pokonana przez Kontrreformację, Reczpospolita Obojga Narodów też przestała istnieć.

Zanim do tego doszło, inne, starannie wyciszone przez naszych historyków zdarzenie miało miejsce w czasie szwedzkiego potopu, tj.12 grudnia 1655. W Radnot na Węgrzech Karol Gustaw z Rakoczym, Elektorem branderburskim i Bogusławem Radziwiłłem podpisali traktat rozbioru Rzeczypospolitej. Szwed brał całą pólnoc kraju, Elektor Wielkopolskę, Bogusław kilka litewskich województw, a Rakoczy wszystko od Warszawy na południe, razem z Krakowem i królewskim tytułem. Węgów mamy za odwiecznych przyjaciół, którzy nigdy nia wleźli nam w drogę (iluzja). Otóż, pomijam ich najazd na Mazowsze w czasie bezkrólewia, po śmierci Kazimierza Wielkiego, ale tym razem bratankowie - Madziarowie sobie pohulali." Zbladły wobec ich poczynań srogości Szwedów, zwanych naówczas Tatarami chrześcijaństwa... Miasta i wsie szły z dymem, obróciły sie w ruinę kuźnice i fabryki Staropolskiego Okręgu przemysłowego. Miał jeszcze szczęście jeniec, którego po prostu zarżnięto. Bo innych palono na wolnym ogniu, żywcem przecinano piłami w poszukiwaniu połkniętych klejnotów. Rzędy zatknięte na tyki głów grodziły sandomierskie, mazowieckie i podlaskie gościńce" ( rzeczywistość).

Co krok, otwierasz oczy i musisz wątpić, co widzisz; iluzję czy rzeczywistość?

Stanisław Noworyta

2017-12-22 | Dodaj komentarz
Angus
2018-04-16 11:51:27
Pragnę zauważyć protestantyzm wymienionych pomysłodawców realnego I rozbioru Rzplitej czyli traktatu w Radnot: Karola Gustawa, Rakoczego,Fryderyka Wilchelma i Bogusława Radziwiłła. Trzeba by tu dodać również prawosławnego St. Chmielnickiego. Taka tolerancja w praktyce.
S. N.
2018-04-17 05:20:56
Taki był właśnie skutek obłędnej polityki, najbardziej szkodliwej dla Polaków, dynastii Wazów. Pozdrawiam.
Komentarzy (0)

Polityka fizyczna

  

a.s.

Piszę tu rzadziej, z racji częściowego przeniesienia mojej aktywności na obszary fb i tt, gdzie częściej dzielę się moimi spostrzeżeniami, komentarzami, aktualnymi wrażeniami. Blog pozostawiam dla nieco innych form własnych przemyśleń.

ad.rem:

Polityka fizyczna? Kolejny oksymoron? Jeden więcej, jeden mniej, co za różnica? A jednak, gdy się lepiej przyjrzeć, jest coś na rzeczy. Spróbuję dokonać tego, za pośrednictwem nieodżałowanego Hoimara von Ditfurtha. Otóż - wywodzi niemiecki profesor - wielkość atomowego jądra, jego odstęp od otaczającej go powłoki, do powłoki elektronowej, są dosłownie porównywalne z odstępem między punktem na środku Atlantyku a jego krańcami. Między nimi nie ma nic. Jeśli ścisnęłoby się materię naszego organizmu tak, by jądra atomowe były naprawdę przyległe do siebie "tuż tuż", wtedy zmniejszylibyśmy się do kulki materii, o wymiarze poniżej granicy widoczności, ale która nawet wtedy ciągle jeszcze odpowiadałaby ciężarowi naszego ciała. Normalna materia składa sie poniekąd w 99 % z niczego.

I tu nasuwa sie pierwsze skojarzenie polityki z prawami natury i kosmosu. Wszelkie ugrupowania polityczne prezentują podobny żywioł ideologiczny. W każdym programie znajdziesz podobne hasła i tezy ( dla uświęcenia czasami nazywane "zasadami", "wartościami" itp) , o sprawiedliwości, równości, wolności, o konieczności ochrony rodziny, kobiet, dzieci, staruszków. Gdyby to wszystko tak, jak u Ditfurtha owe "nie ma nic" (nmn) ścisnąć do rozmiarów ledwie widocznej kulki, każde z tych haseł mogłoby być odczytane, w zależności od tego, z której strony oglądać ową kulkę. Bowiem owe "nmn" to codzienny teatr, kabaret, show, z pajacykami, marionetkami, komikami, celebrytami, "zdrajcami" i "bohaterami". Znajdziesz tam i śmiesznego wodza i dwór pełen aferzystów, oszustów, samochodowych złodziejaszków, pogromców własnych żon, nadętych komentatorów, wyniosłych purpuratów i duchownych - pedofilów, zblazowanych ministrów i gęsty tłum protestujący "przeciw" i protestujących"za". I to zarówno nazistów, jak i patriotów. (Nazizm uważam za wynaturzony patriotyzm tak, jak wynaturzoną religijnością jest dla mnie dewocja).

Za Gomułki krążył po kraju dowcip, który właśnie potwierdzał powiązania praw przyrody z polityką. Co prawda mówił nie o nas, ale tylko dlatego, by nie dźgać ironią w samych siebie. Pewnie pochodził z okresu Praskiej Wiosny, gdyż wytykał braciom Czechom, że dopiero niedawno przekonali się o kulistości ziemi, bo "przez cały czas srali na zachód a gówno przyszło ze wschodu".

Skoro w przyrodzie nic, nawet alkohol nie wystepuje w czystej postaci, to dlaczego niby w polityce miałoby byc inaczej? A jednak wszyscy politycy, różni "przewodnicy narodu" w każdym kraju, w każdym czasie łudzą siebie i innych ( elektorat, wiernych), że to właśnie on, stworzy system wolny od innych iedologii, wprost idealny. I najciekawsze jest w tym zjawisko ciągłej i niezmiennie istniejącej masy, o konsystencji plasteliny, którą aktualny szarlatan ulepi w kształt zgodny z jego pomysłem. Oczywiście, że niedoścignionym arcymistrzem w tej roli był i jest Kościół, znajdujący naśladowców swoich technik, poza nim. Lecz ci naśladowcy to zaledwie parodyści, a mimo tego, także znajdujący swoich stronników.

Zawsze, gdy moje myśli dotykają tej instytucji, z pamięci wypływa mi dawno zasłyszane zdanie: "Gdy zwracasz się do Boga, to jest to modlitwa,gdy Bóg zwraca się do ciebie, to jest schizofrenia.". Im nie przeszkadza, że uważają swoich słuchaczy za mniej inteligentnych, bo tak przekazywana wiara, to już polityka. Tu nie moge powstrzymać się od historycznej dygresji. Do XVI w. panował powszechny pogląd, że Europa kończy się na Wiśle. Właśnie na początku tamtego wieku Zygmunt Stary wcielił do Korony Mazowsze. Była to w pamiętnym Srebrnym Stuleciu naszych dziejów, najbardziej zacofana dzielnica, z liczną zagrodową szlachtą, niewiele różniącą się od chłopów majątkiem i wykształceniem. Jedyną "intelektualną" umiejętnością było złożenie podpisu, gdyż w swojej masie byli analfabetami, czego w żadnym razie nie można było powiedzieć o wykształconej, znającej obce języki szlachcie Wielko- i Małopolskiej, z grona której wyszli w tym czasie, różni Reje, Kochanowscy, Kromerowie, Modrzewscy, Zamoyscy. Gdy w czasie bezkrólewia rozważano miejsce konwokacji i elekcji pomiędzy Lublinem i Mazowszem, legat papieski Commedone wskazał Warszawę, licząc na Mazowszan, że nie dopuszczą do zapisania w rote królewskiej przysięgi praw dla wyznawców innych religii. Jak wiadomo, Mazowszanie nie pomogli i w ten sposób prawa o tak zwanej tolerancji znalazły się, po raz pierwszy w dziejach Europy, w, nie nazywanych jeszcze konstytucją, Artykułach Henrycjańskich. Dziś tamtejszą tolerancję kojarzymy głównie z "niewrogością" wobec nadchodzącymi z zachodu wraz z Reformacją, religijnymi nowinkami". Nie pamiętamy przy tym ( a może pamiętamy, lecz nie widzimy potrzeby, by o tym przypominać, a to już czysta polityka), że ówczesna Rzeczpospolita, dziś nazywana Polską, na całym obszarze, od ujścia Warty po ujście Dniepru zamieszkiwało nie więcej niż 40 % Polaków. Ponad 50% populacji było wyznania prawosławnego. Zapisy w Artykułach Henrycjańskich zabezpieczyć miały Rzeczpospolitą przed śmiertelnym pęknięciem i nie uchroniły, gdy sztandary wojujacej Kontrreformacji pojawiły sie w sercu prawosławia, Rzeczpospilita runęła. Ze starannie i cierpliwie budowanej równowagi między trzema narodami i kilkoma wyznaniami pozostały kikuty, jako świadectwo prawdy, o konieczności zachowania wszelkiej rówowagi, jako gwarancji pokoju i spokoju. Od ponad siedemdziesięciu lat cały świat, kosztem wielu zagrożeń, zabiegał o stworzenie ładu dającego ludziom pokój.Płacząc po utraconych granicach, liżąc powojenne rany Europa po obu stronach Żelaznej Kurtyny dążyła do zaleczenia ran i odbudowy dobrosąsiedzkich stosunków. Po 1989 roku, nasze pojednanie z Niemcami stało się bardziej oczywiste. I oto, poczułem się, jak pasażer w samochodzie prowadzonym przez wariata, który choć ma w ręce prawo jazdy, to w nosie ma poczucie braku jakiejkolwiek odpowiedzialności i troski o bezpieczeństwo samochodu i pasażerów. Igranie bezpieczeństwem własnego państwa, to nie przestępstwo, to największa zbrodnia. Takiego deliktu nawet w całym kosmosie nie znajdziemy. Bo to nie jest polityka.

2017-09-12 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Kowboj w krainie Hucuła.

  

Jestem pod wrażeniem, nie tyle przemówienia prezydenta D.Trampa w Warszawie, ile odsłuchanych opinii w PR i TVP. On powiedział, to , co każdy z prezydentów USA goszczących u nas, mówił, od Cartera po Trampa. Oni już tak mają i w kółko powtarzają Polakom banały, o dzielności, umiłowaniu wolności, ofiarach, wierności itp pięknym zwrotom okraszanym skwarkami z Kościuszki i Pułaskiego. Dzisiejszy mówca pozwolił sobie na szczególny lapsus, gdy święcie przekonany, że trafia do serc Polaków, z miną Cezara, wołał spod pomnika Powstańców, o wierności Ameryki do swych sojuszników. Mnie o mało nie trafił. Jasny szlag. Ja i miliony moich rodaków, od blisko pół wieku czekam na zwykłe, ludzkie, pospolite słówko: "przepraszam". Od prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w szczególności. Za cynizm Teheranu i Jałty, za perfidną zdradę sojusznika, który zmasakrowany, wykrwawiony i ograbiony z własnego państwa, wysłał na oba fronty II Wojny Światowej ponad pół miliona swoich synów i córek, który stracił w tej wojnie pięć milionów swoich obywateli i połowę terytorium.

Jasne, że w tamtej wojnie USA były i zabiegały o silny sojusz z ZSSR. To Był ich interes, by dobić Japonię i pokonać Hitlera. I wspomagały Stalina jak mogły i czym mogły.Jeszcze kilkanaście tygodni przed wybuchem Powstania Warszawskiego, z radzieckich lotnisk w Połtawie, Mirgorodzie i Prijatinie startowały flotylle amerykańskich bombowców - super fortec B-12 i myśliwców mustang 15, z amerykańskimi załogami, wykarmionymi radzieckim wyżywieniem, natankowanym radzieckim paliwem i załadowane radzieckimi bombami, by bombardować w drodze do swych lotnisk we Włoszech i w Anglii nieprzyjacielskie obiekty.

26 czerwca 1944 r.( 10 dni po 73. rocznicy tego nalotu, DT wygłosił przemówienie w Wa-wie) trzy klucze takich super fortec (3x24) wraz z 58 mustangami stuczterdziestoma tonami bomb zmiotły z powierzchni ziemi, dumę polskiego przedwojennego przemysłu naftowego, słynną rafinerię w Drohobyczu. Obok, nietknięte pozostały dwie inne rafinerie: "Galicja: i "Nafta" z kapitałem amerykańskim.

Słowo "przepraszam", należy się Polakom także za przemilczanie wobec nas informacji, otrzymanej od Kuklińskiego, o planach wprowadzenia stanu wojennego. Ich cynizm przyjął formę obrzydliwą; wiedzieli o tych planach, a nie ostrzegli sponsorowanej przez siebie Solidarności, sami zachęcali do tego polskie władze, a później,teatralnie "protestując przed światem" nałożyli na Polskę embargo, w tym na żywność.

Z przemówienia dowiedziałem się, że w całym powstaniu w Warszawie, chodziło o przejście przez al.Jerozolimskie. Nie walczyłem, nie wiem. Niech głos zabiorą ci, co szli kanałami, walczyli na Starówce, czy Mokotowie. Szybko się zreflektowałem, przecież prezydenci USA nie mówią do nas, oni mówią do Amerykanów. Dziś też tak było. Tylko żaden z komentatorów tego nie zauważył.

Każda miejscowość ma (musi mieć) jakąś inną, wioskę, miasteczko czy "dziurę zabitą deskami", nad której można swoją wydumaną wyższość eksponować. Choćby dla lepszego samopoczucia, czy ukrycia kompleksów. Dla Jaworza było to Nałęże, dla Krakowa Pcim, Dla Częstochowy Kłobuck (pierdoła z Kłobucka). Ale także narody lubiły i znajdowały sobie podobne obiekty. Dla II RP takim miejscem była Kołomyja (Hucuł z Kołomyi), lub przeddstawiciel szczególnie niekochanej nacji: Rusek. Dla Rosjan zaś, bohaterem pasakudnych dowcipów był nieśmiertelny Czukcza, tak jak dla Amerykanów, ostatnim głupkiem, śmierdzielem i złodziejem i główną postacią ichniejszych dowcipów, był i jest Polak i Polka. I wsadź sobie, Szanowny Panie Prezydencie obiecywaną wizę, pod kowbojski kapelusz.

Stanisław Noworyta

2017-07-06 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Już jest dostępna najnowsza książka Stanisława Noworyty - "Beskidnicy". Aby dowiedzieć się więcej, kliknij: http://www.facebook.com/pages/Beskidnicy/135698116490130?ref=sgm

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» luty (1)

2017
» grudzień (1)
» wrzesień (1)
» lipiec (1)
» maj (1)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» listopad (1)
» wrzesień (1)
» maj (1)
» kwiecień (1)

2015
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» sierpień (2)
» maj (1)
» kwiecień (1)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (1)

2014
» grudzień (1)
» październik (1)
» sierpień (1)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (1)
» luty (2)
» styczeń (1)

2013
» grudzień (1)
» listopad (2)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» maj (1)
» kwiecień (1)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (1)
» listopad (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (1)
» czerwiec (2)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (2)

2011
» grudzień (2)
» listopad (1)
» październik (1)
» lipiec (1)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (1)

2010
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (1)
» lipiec (1)
» czerwiec (1)
» maj (3)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (2)

2009
» grudzień (2)
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (3)
» lipiec (2)
» czerwiec (3)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (4)

Linki polecane:


www.trelik.blox.pl/html

Ostatnie komentarze


[S. N.]
Taki był właśnie skutek obłędnej polityki, najbardziej szkodliwej dla Polaków, dynastii Wazów. Pozdrawiam.
[Angus]
Pragnę zauważyć protestantyzm wymienionych pomysłodawców realnego I rozbioru Rzplitej czyli traktatu w Radnot: Karola Gustawa,...
[Stanisław N.]
W końcu, był członkiem rodziny. Pozdrawiam.

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 195580
Newsów: 107
Komentarzy: 71
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Zimny wrzątek, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała