Co ma wspólnego wyrypa z "Dziadami"
W turystycznym slangu „wyrypa" oznacza długą, trudną i wyczerpującą trasę, którą pokonać może jedynie wytrawny piechur. Przed trzydziestu laty za takiego się uważałem, chociaż żadnej z dotychczasowych wędrówek nie mogłem obdarzyć takim określeniem. Aż któregoś dnia, rannym pociągiem, dotarłem do Węgierskiej Górki i wyruszyłem na szlak, górami do Bielska-Białej . Około pięćdziesiąt kilometrów w górskim terenie, to wyczyn nie lada. Przeszedłem tę trasę w osiem godzin. Po roku powtórzyłem ten wyczyn i powiedziałem: stop! Wysiłek potworny. Pod koniec drogi nie rozpoznawałem, znanych mi od lat, miejsc. W tegorocznym styczniu doznałem wylewu do oka i lekarze dociekali przyczyn; czy wykonywałem jakiś wysiłek? Czy przechodziłem jakiś stres? Wysiłek pokonuję często, zwłaszcza zimą, gdy w śniegu brnę grapą na Pietrówkę. Co do stresu, to największy przeżywam, gdy go brak. I chociaż przyczyny nie zidentyfikowano, to jednak posiano we mnie pewien niepokój, czy, aby siły już nie te same? A może odporność już nie ta? Właśnie powątpiewanie w odporność psychiczną nasiliło się po zapoznaniu się z reakcjami osób ( publicznych, w końcu), na spektakl w Teatrze Polskim , pod tytułem: „Miłość w Koenigshuette". Dlatego, we czwartek udałem się do teatru. Zobaczyłem sztukę mądrą, wzruszającą a przy tym prawdziwą. Mówić o niej, że jest anty-polska, to lekceważenie faktów i bagatelizowanie naszych win. I dlatego podjąłem decyzje; w sobotę idę na wyrypę.
Starszy o kolejne trzydzieści lat, miałem obawy o aktualną wytrzymałość organizmu i z góry założyłem dłuższy czas na pokonanie tych pięćdziesięciu kilometrów. Brałem poprawkę na zalegający w górach śnieg, ale nie przewidziałem tak ogromnych śniego - i wiatrołomów, które na szlaku powaliły setki drzew. Nic też bardziej przygnębiającego, od obrazu świeżych gołoborzy rozłożonych bezwstydnie po Beskidach od Baraniej po Skrzyczne. Koszmar!
Nagle, błysnęło w mózgu pytaniem; który z koszmarów większy? Czyż nie jest koszmarem, że poseł po raz kolejny wkracza na zupełnie dla niego obcy i nadzwyczaj delikatny teren historii stosunków religijnych i narodowościowych regionu, który w parlamencie prezentuje ? Czyż nie jest koszmarem dyletantyzm historyczny wysokiego przedstawiciela samorządu, wyrażającego zdziwienie, że"... sztuka jest wystawiana w miejscu, którego nie dotyczy..." Ja Go rozumiem, „Dziady" powinny być wystawiane na Białorusi, a „ Romea i Julię" winni oglądać werończycy. Tylko jak wówczas wyglądałby repertuar bielskiego teatru ?
Że poseł to ani Gomułka, ani Kempa, a i Aristowa jakby zabrakło. W końcu, każdą gafę można wytłumaczyć brakiem inteligencji. Jednak tej prezydentowi nie brakuje, jeśli grzeszy, to brakiem wiedzy o losach miasta, którym zawiaduje. Zaledwie trzysta metrów na wschód od gmachu teatru płynie rzeka Biała, która przez sześćset pięćdziesiąt lat oddzielała ziemię śląską od Polski. Od czasów Chrobrego, tą rzeką przebiegała wschodnia granica śląska i wrocławskiej diecezji. Do połowy XVIII w losy całego Śląska toczyły się pod czeskim i austriackim berłem. Dopiero po wojnie siedmioletniej Śląsk dostał się pod pruskie panowanie. Wtedy nastąpił ostry zwrot germanizacyjny. Rozpoczęta industrializacja wywołała ogromne zapotrzebowanie na siłę robocza, którą dostarczyła śląska wieś. Powstały miasta z przewagą słowiańskiego żywiołu, który mimo dwustuletniej germanizacji zdołał do dzisiaj zachować swój język, gwarę czy, jak kto woli; narzecze.
Losy Bielska są inne. Od samego początku, od XIII w miasto budowali i rozwijali niemieccy osadnicy ściągnięci tutaj przez cieszyńskich Piastów. Była to niemieckość wyspowa, otoczona słowiańskim morzem. Dopiero pod koniec XIX w polskość zaczynała dochodzić do głosu. Ksiądz Stojałowski otwiera na Blichu Dom Polski, któremu bielscy Niemcy wybijają kamieniami szyby. Dzisiaj te kamienie leżą na grobie księdza. W nowym teatrze bielscy Niemcy ufundowali tablicę; „Z tej sceny nigdy nie padnie polskie słowo". To w Bielsku powstała Jungdeutschepartei, to bielskimi ulicami maszerowały rozśpiewane oddziały Hitlerjugend. To tutaj Słynny skrót; NSDAP, odczytywano ze złośliwą pogróżka: nasi są daleko, ale przyjdą! Widziałem fotografie z tłumami bielszczan witającymi kwiatami wkraczający do Bielska Wermaht. Proszę zajrzeć w stare dokumenty i porównać czy prezydent Grzbiela i radziecki komendant Sołoduchin nie stawali przed podobnymi problemami, co Górnoślązacy? Czy w bielskich fabrykach nie przerabiano odzież po oświęcimskich ofiarach? Czy bielski przemysł nie pracował na rzecz III Rzeszy? Czy w Bielsku przy Piastowskiej nie rozstrzelano polskich nauczycieli, zadenuncjowanych przez ich niemieckich uczniów? ( Głaz upamiętniający miejsce zbrodni przeniesiono dwa kilometry dale, a tablicę przywrócono m.in. po mojej interwencji.)
Czy można twierdzić, że „...problem nie ma nic wspólnego z Bielskiem-Białą..."? O ile Bielsko zgermanizowano już w XIII w, o tyle polonizacja nastąpiła w 1945r. Górny Śląsk walczył dłużej, z różnymi skutkami. Zachowali swoją mowę, nie dla wszystkich zrozumiałą, obficie zachwaszczona niemieckimi wtrętami, jednak przez specjalistów uznawaną, za najstarszą z polskich gwar. W iinych częściach Polski gwara przetrwała na wsiach, na Śląsku tę gwarę słyszysz w miastach. Wędrówka Ślązaków z własnym językiem przez wieki, mimo bezwzględnej germanizacji musi budzić szacunek. To właśnie jest swoista wyrypa.
W tym momencie, gdzieś pod Malinowem, trzykrotnie odetchnąłem z ulgą;pierwsze: Uff, że obaj sztuki nie oglądali, czyli nie wiedzieli, o czym mówią. Drugie uff, że doradcom daleko do doskonałości, a więc pożałowania godni. Wszyscy razem wzięci. I po trzecie, że Rzymianie mówiąc: neglegentia iuris nocet ( nieznajomość prawa szkodzi), mieli na mysli :"historiae".
Stanisław Noworyta
p.s. Do domu dotarłem po dwunastu godzinach. A więc nie jest źle. W końcu, dopiero rozpoczynam drugą siedemdziesiątkę.
Gdzie jest osiem milionów Polaków ?
Oto, do czego doprowadza studiowanie statystyk; według ostatniego spisu powszechnego jest nas 38,3 mln . Pomijam wyrazy rozczarowania u niektórych polityków, nadmiernie przywiązanych do sloganu, o "czterdziesto milionowym narodzie". Zwracam natomiast uwagę na niewytłumaczalne rozbieżności.
W liczbie 38,3 mln mieści się 7,3 mln dzieci i młodzieży, 24,2 mln osób w wieku produkcyjnym oraz 6,8 mln w wieku poprodukcyjnym.
Tymczasem Gus informuje, że według BAEL ( Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności) jest w Polsce 16,2 mln ludności pracującej, w której to grupie bezrobotnych jest 2 168 000 czyli 13,5%, w lutym 2012.
Jeżeli na 24,2 mln Polek i Polaków w wieku produkcyjnym pracujących jest tylko 16,2 mln, to co się stało z pozostałymi, w liczbie 8 mln ? Według tegoż spisu, wyemigrowało 1,4 mln, ale co z pozostałymi 6,6 mln? Czyżby wyemigrowało całe osiem milionów? Czy pracują w szarej strefie? A może sześć milionów studiuje? Czy 21 % społeczeństwa może funkcjonować poza państwową ewidencją?
Pytania trącą absurdem, jednak w kraju Mrożka, żadna rewelacja. Żarty kończą się jednak, gdy na tak wątpliwych podstawach powstaje budżet państwa. W którym miejscu w budżecie zaplanowano podatki od zakonspirowanych ośmiu milionów? Gdzie zaplanowano wydatki na ich mieszkania, wyżywienie, opiekę zdrowotną, potrzeby edukacyjne, komunikacyjne i inne bytowe?
Byle jak przeprowadzony spis, zaowocował byle jakimi wynikami. Żaden przypadek, że jeszcze nie ogłoszono jego wyników, poprzestając na wstępnych informacjach.
UE się denerwuje w sprawie rosnącego deficytu, minister finansów szuka środków metodami nazywanymi "reformą". Przecież nie zasługują na taki tytuł, obniżenia o 36% zasiłków pogrzebowych, wzrost podatku VAT, przerzucenie na pracodawców kosztów podniesienia płacy minimalnej podniesienie akcyzy na alkohole i paliwa, podwyżka cen leków i usług medycznych itd, itp. Takie Indie, co roku tworzą 15 mln nowych miejsc pracy, gdy w tym samym czasie w Polsce likwidowane są kolejne zakłady pracy i stanowiska pracy.
Skoro gospodarka polska tak kulminuje, że może być przykładem dla reszty Europy, to dlaczego zarządzający finansami państwa ruszyli z takim nartarciem fiskalizmu na nas, niczym na pogrążonych w głębokim kryzysie Greków? Dlaczego tylko marne 16,2 mln Polaków i 7,3 mln dzieci i młodzieży musi tyrać do 67 lat życia? A może, strach pomyśleć, niczym się od ojczyzny Sofoklesa nie różnimy?
Gdy Ci się wydaje, że gorzej już być nie może, to właśnie zostałeś optymistą, czego i swoim czytelnikom, świątecznie życzę.
Stanisław Noworyta
Nogami do góry?
Jak powszechnie wiadomo, nic w przyrodzie ani w kosmosie, nawet alkohol, nie występuje w czystej, stuprocentowej postaci. Na ogół się z tym zgadzam, choć w odniesieniu do relacji społecznych przychodzi mi to trudniej. Jak bowiem, wyobrazić sobie przyjaźń 75-cio procentową czy 60- cio procentową miłość ? Tu jestem kategoryczny; albo przyjaciel albo nieprzyjaciel, albo kocham, albo nie kocham. Odrzucam formy pośrednie, jako w istocie połowiczne a więc nie stuprocentowe. I dlatego tak trudno mi akceptować obecne "przyjazne" stosunki Polski ze światowym mocarstwem. Są one dla mnie przykładem degeneracji tak wzniosłych uczuć, przez rażącą asymetrię gestów sympatii, lojalności, wsparciu dyplomatycznych inicjatyw i militarnych działań. Po stronie Ameryki same korzyści, po stronie Polski same straty.
W imię nadużywanego określenia: polska racja stanu, wszystkie rządy III RP oddały się w służbę nowej doktrynie, nakazującej widzieć w przyjaźni z USA, najwyższy priorytet. Po rozpadzie dualistycznego układu sił, zgoda. Coś trzeba było wybrać. O ile kierunek właściwy, o tyle wykonanie koszmarne.
Historia nasza karmiona była sokami szacunku dla narodów walczących o niepodległość, szacunku dla powstań, dla poniesionych klęsk i cierpień. Narodowymi bohaterami zostali nieszczęśni przywódcy. I oto, w III RP podjęto próbę odwrócenia narodowych wektorów o 180 stopni. Ruszyła gigantyczna kampania propagandowa obejmująca wszelkie obszary społecznej aktywności.Z wieczorynek zniknęły rodzime (pacyfistyczne ?) kreskówki, wyparte smurfami, disneyami i innymi hana barberami. Programy telewizyjne wypełniła amerykańska produkcja, w eterze przez całą dobę słychać było amerykańskich artystów, pojawiły się transmisjie z NBA, jeszcze raczkujemy z amerykańskim futbolem ale Stadion Narodowy w Warszawie jest przystosowany do zawodów także w tej dyscyplinie. Brakuje jeszcze basebalu, choć kije już kupisz w każdym markecie.
Amerykański punkt widzenia spraw światowych, niczym współczesny Voice of America, prezentują w codziennych serwisach informacyjnych nasze media. Korespondenci z Waszyngtonu a zwłaszcza z Moskwy, "pomagają" nam odróżnić wrogów od przyjaciół, łotrów od świętych, sprawiedliwych od złoczyńców. W dawnych czasach ciekawostki zaczynały sie od słów;" jak donoszą uczeni radzieccy..." dzisiaj obowiązuje procedura o uderzjącym podobieństwie; "... jak wynika z badań amerykańskich uczonych...".
Powiesz,że to zrozumiała socjotechnika, niezbędna dla zmiany naszej mentalności, dla nauczenia nas nowych manier, dla wyrobienia nowych odruchów, w tym sympatii, antypatii oraz pojąć, że by zostać sojusznikiem, musisz myśleć, patrzeć i odczuwać tak, jak ON. Dlatego niedawnego zdrajcę musisz teraz nazywać narodowym bohaterem, bojowników o wolność - terrorystami, Serbów walczących o zachowanie inegralności narodowej i terytorialnej - bandytami, wojnę napastniczą - misją itp.
Pal sześć! Jak zwał tak zwał, tylko dlaczego mamy nazywać to przyjaźnią, skoro to zwykła polityka? A skoro polityka, to pytam o nasze korzyści, bo korzyści partnera są oczywiste. Oto, kupujemy od Niego dwie , przeznaczone na złom fregaty i 48sztuk F-16, za ponad 15 mld zł (dane z 2008r). Kwota nie obejmuje ofiar i kosztów obu wojen i naszej bałkańskiej aktywności.
Żachniesz się, że to skutki naszej akcesji do NATO, akcesji co prawda wymuszonej koniecznością zorganizowania i zalegalizowania napadu na Nową Jugosławię. Wbrew naszy historycznym doświadczeniom , bez wahania zaakceptowalismy rozbiór Serbii, nasze uczestnictwo w obu najeźdźczych wojnach. Najmniejsze, czyli każde polecenie suzerena wykonujemy natychmiast i bez wahania. Niech dla przykładu wystarczą sprawy więzienia w Szymanach, udział w LIbii, Syrii i z ACTA. Jaskrawy pokaz serwilizmu w tej ostatniej sprawie dał premier, nakazując tokijskiej ambasadorce ( ambasadorzycy?) podpisanie sławetnego "dokumentu". Pisałem już o tym, że najbardziej wówczas oburzyło mnie, tak bezrefleksyjne oddanie jurysdykcji nad naszymi obywatelami obcemu państwu.
Dyplomacja amerykanska już się nie konspiruje i jawnie, a więc bezczelnie odpytuje szefa sejmowej komisji; kto i jak głosował w sorawie ACTA. Słabą, bo słabą pociechą jest stwierdzenie, że nasze stosunki nie osiągnęły jeszcze poziomu stosunków z osiemnastego wieku, gdy to carski poseł W. Książę Nikołaj Repnin, soczystym kopniakiem potraktował tyłek samego Karola Radziwiłła- Panie Kochanku.
Wydawało się, że rzuciliśmy się w tę przyjazną miłość nogami do góry, jednak z drugiej strony nie widać żadnej zmiany, bodaj lichego gestu, nawet wizowego. Za taki stan rzeczy winię polityków. Wybacz, Panie, za ten niezasłużony eufemizm. Na tle, sprzeciwiającego sie Breżniewowi w udziale w napadzie na Afganistan Gierka oraz samotnie występującego przeciwko ZSRR i NATO- Jaruzelskiego, dzisiejszym politykom trudno byłoby przyznać zaszczytny tytuł męża stanu.
p.s.
Zanim zarzucisz mi antyamerykanizm, udowodnij, że napisałem nieprawdę.
Stanisław Noworyta
Moje traperowanie
Niedawno wyczytałem o traperstwie, jako nadchodzącej ( a jakże, z USA) modzie na aktywny wypoczynek. Przesycony cywilizacyjnymi udogodnieniami a także obciążeniami, szukając innego świata traper bierze plecak wypełniony podstawowymi produktami oraz śpiworem rusza w odludzie, w lasy czy w góry. Tam, zdany wyłącznie na własne siły i pomysłowość, pomieszkuje w leśnej chatce, przyrządza sobie proste posiłki i kontempluje obcowanie z przyrodą.
Otóż, pomyślałem sobie: a co ja innego robię od blisko trzydziestu lat ? Niemal każdego tygodnia, o każdej porze roku, bez względu na pogodę biorę plecak a w nim; (latem) kg pomidorów, trzydzieści dkg boczku i pół chleba. Zimą pomidory zastępuję papryką i cebulą oraz kilkoma zupami "w proszku". Samochód stawiam "Pod rokitką" i w dwadzieścia minut jestem na Pietrówce. Tu konieczne jest wyjaśnienie. Przed laty w tym miejscu rosła rokitka. W czasach trzebierzy beskidzkiej kniei, leśnicy wycięli rokitkowe krzewy, ze zwiezionych kamieni wykonali obszerny parking dla ciężkich maszyn i rampę dla ściąganych z gór świerkowych pni. Choć po rokitcę nie pozostał ślad, ja nadal samochód stawiam " Pod rokitką". Zimą tam nie dojadę, więc zostawiam samochód na Kamiennej. Przypinam rakiety i brnę lub (tak jak ostatnio, 10 lutego) ponad godzinę brniemy z Tito na Pietrówkę.
To było prawdziwie ekstremalne podejście.Przy piętnastostopniowym mrozie śnieg, o konsystencji suchego, bałtyckiego piachu, sypki i głęboki na 90cm, niezwykle utrudniał podchodzenie. Tito zanurzała się w nim po uszy. Na szczęście, suchy śnieg nie czepił się sierści i dlatego nie tworzyły się na łapkach i na brzuchu olbrzymie kule śniegu uniemożliwiające poruszanie. Ale też taki śnieg nie dawał należytego oparcia łapkom, dlatego odczekała aż ją minę i podreptała za mną po przetartym szlaku, częściej jednak włażąc na rakiety ułatwiała sobie, utrudniając mnie. Co pięćdziesiąt metrów przystawałem dla uspokojenia oddechu, świadom zaleceń lekarza, o stosowania "spokojniejszego trybu życia". Dlatego, w kilka dni po wyjściu ze szpitala skrupulatnie stosuję się do jego zaleceń. Co prawda, po wylewie w oku, pająka zastąpił czarny motyl ale pozostałe wyniki są lepsze od czasu powołania do wojska. Nawet cholesterol jest w normie, mimo mojego uwielbienia dla boczku, golonki i słoniny. To bez wątpienia zasługa Pietrówki !A, poza tym, takich obrazów i doznań nigdzie bym nie doświadczył. Czatując przy nocnej watrze, śledząc sputniki, nasłuchując głosów nocnego lasu, obserwując walki kozłów, po góralsku zwanych capami, sunąc na nartach, zachwycając się urokiem wilczej nocy (taką była noc z piątku na sobotę; pełnia księżyca na śnieżnych polanach, obsypanych diamentami), właśnie traperuję ! Jeżeli już poluję, to wyłącznie aparatem fotograficznym.
Na śniegu pełno śladów saren, jeleni oraz Wicka (znajomy zając). Na szałasie, w wiaderku zamarznięta Zuzia (szałasowa myszka). Nocą temperatura spadła do -24 stopni, niestety, w menażce woda dla Tito zamarzła. Na szczęście ( a nie, jak błędnie wielu pisze i mówi:" stety"!) moje wyrko jest trzydzieści cm nad podłogą. Co prawda, dokuczliwy chłód usiłował wedrzeć się do śpiwora ostrymi szpilami, dopiero przełożenie poduszki spod głowy na głowę, pozwoliło na długi i spokojny sen, zaledwie trzykrotnie przerywany, skomleniem Tito, domagającej się wypuszczenia na dwór.
Rankiem, o szóstej składam ogień, zjadam śniadanie krojąc po kawałku boczek, chleb i paprykę oraz wypijam gorącą kawę. Po śniadaniu przypinam rakiety, bo na biegowe narty śnieg jest zbyt grząski i głęboki i wyruszamy na śnieżny szlak. Wracamy do szałasy gdy słońce złazi z Prusowa na Dadoki. Za godzinę jest już na Pietrówce. Ścieżka, którą chodzę latem, przypomina długi, kręty loch pod okapem ośnieżonych świerków. Wokół pełno rozrzuconych diamentów, nie tak pięknych, jak te z wilczej nocy. Tyle razy je fotografowałem, lecz niemal nigdy obiektyw nie oddał rzeczywistości, którą oglądam każdej zimy.
Nadal ciężko pracuję, nierzadko po kilkanaście godzin dziennie i od kilkunastu lat nie znam pojęcia: "byłem na urlopie". I za urlopem nie tęsknię, bo mam Pietrówkę! Czyż nie jest to traperstwo?
Stanisław Noworyta
P.s.1- Wzruszyło mnie odejście Wisławy Szymborskiej, chociaż moja poetką nadal pozostała Maria Pawlikowska- Jasnorzewska. Każdy bowiem ma swoją(-ego) poetkę (-tę).
Ps.2- Jak zliwidować bezrobocie wśród młodzieży ? - Wystarczy wprowadzić nową ustawę emerytalną. Pracodawcy zwolnią pracowników 60+ , czym zrobią wolne miejsce dla młodych. To brzmi, jak cynizm liberałów bo, jak mawiał Al Capone;" Ludzie są wystarczająco głupi, by wierzyć gazetom".
SN
Post scriptum
W dwa dni po "ACTA ad akta", media donoszą o zainteresowaniu ambasady amerykańskiej wynikami głosowania sejmowej komisji "...czy była zarządzona dyscyplina partyjna?". Byłażby to odpowiedź na jedno z pytań w moim tekście? Bardzo podobnie funkcjonował w Polsce poseł rosyjski książę Mikołaj Repnin.
SN
Informacje:
Archiwum:
2012
2011
» listopad (1)
» październik (1)
» lipiec (1)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (1)
2010
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (1)
» lipiec (1)
» czerwiec (1)
» maj (3)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (1)
» styczeń (2)
2009
» listopad (1)
» październik (1)
» wrzesień (1)
» sierpień (3)
» lipiec (2)
» czerwiec (3)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
Ostatnie komentarze
Witam Staszku! Wiele minęło lat od chwili kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Ty zaczynasz niebawem ...
Prezydent Krywult byl na premierze! cyt: "Janusz Legoń [2012-04-02 13:43] Specjalnie nie piszę nic o...
Gratuluje kondycji! I kolejnego ciekawego wpisu.
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 33014 |
| Newsów: | 56 |
| Komentarzy: | 25 |

